RSS
 

coś się kończy, coś się zaczyna

23 sty

Z dniem 31.01.2018 blog przestaje istnieć.

Dziękuję wszystkim którzy czytali i tym którzy nie czytali.

Pozdrawiam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kurs kucharski I i II stopnia w Poznaniu- mówię zdecydowane NIE!

15 maj

Strzeliło mi do głowy aby się znów dokształcać, rozwijać, podnosić kwalifikacje … Tym razem z zupełnie innej bajki niż dotychczas. Żadne rynki finasowe, excelle, moderowanie spotkań, rozwój osobisty, droga lidera itp.

Zachciało mi się zdobyć nowy zawód, taki, który można wykonywać na całym świecie  oraz dokument potwierdzający kwalifikacje w tym zawodzie.

Poprosiłam więc wujka Google o pomoc. I znalazłam, niestety! :(  Kurs kucharski I i II stopnia z wyżywieniem i zakwaterowaniem organizowany przez firmę GoWork.

Zapisałam się, zapłaciłam i uczestniczyłam.  Jak było?

Zajęcia teoretyczne i praktyczne odbywały się w hotelu Delicjusz pod Poznaniem a trenerem był Szef Kuchni Tomasz Adamski.

Już kiedy przyjechałam do hotelu i przywitał mnie zapach z kuchni pomyślałam: nie jest dobrze.

No ale co tam,  nie ocenia się książki po okładce. Trzeba się uczyć, uczyć i uczyć -wyciągnąć jak najwięcej wiedzy dla siebie.

Optymistka!

Zajęcia teoretyczne.

Masakra. Większość czasu trener (dalej zwany Panem kucharzem- mocno na wyrost i z przymrużeniem oka) poświęcał na opowieści dziwnej treści. Przytoczę ale…   Uwaga opowieść mrożąca krew w żyłach! :)

O tym jak jedna z Pań goszczonych w restauracji prowadzonej przez Pana kucharza omal nie straciła życia dławiąc się stekiem.

Pani  Gość restauracji spokojnie spożywała steka przygotowanego dla niej w kuchni przez samego Szefa Kuchni. Nagle zrobiła się czerwona, potem sina i zaczęła się dusić!

Pan Kucharz  rzucił się na ratunek! Ucisnął mocno na klatkę piersiową Pani Gość aż ta wypluła wielki kawałek steka. Brawo, Kucharz Bohater!

Kiedy uratowana Pani Gość oporządzała się w łazience po wypadku, Pan Kucharz pokazał pozostałym gościom jak bardzo miękki był ów dławiący stek, krojąc go z łatwością widelcem. Wow co za niezwykle dobrze zrobiony stek! Wszystkim poopadały szczęki. Ale to nie koniec opowieści. Pan Kucharz był bardzo dociekliwy. Jak to możliwe żeby rozpływający się stek zagroził życiu i zdrowiu gościa? Otóż winne były noże! Groza! To tanie noże z pewnej sieciówki zakupione przez właściciela restauracji – sknerę, były przyczyną wypadku. Noże były tak tępe, że nie dało się nimi kroić steka. Wyciągały się jedynie duże nitki mięsa i trzeba było dzielić stek na bardzo duże kawałki…

Hmmm? Stek był tak miękki, że można go było kroić widelcem ale nie dało się go kroić nożem? :)

Były też inne anegdoty o zdarzeniach i sytuacjach, które w normalnym świecie nazywa się po imieniu kradzieżami. Padały nazwiska poprzednich pracodawców i różne epitety. Np. syn jednego z ww. wymienionych to debil i Pan kucharz nie chciał z nim pracować dlatego rzucił wypowiedzenie. Dowiedzieliśmy się też co nieco o poprzednich kursantach, o firmie, która jest organizatorem szkolenia i jej pracownikach (nie były to pochwały) oraz co możemy sobie zrobić z certyfikatem kursu a czego nie bo jest za twardy…  Tu akurat miał rację dyplom z kursu jak i cały kurs  jest do niczego.

Nie będę  przytaczać wszystkich bajek i opowieści dziwnej treści, bo szkoda słów, czasu i pamięci.

Zajęcia praktyczne.

Z nadzieją czekałam na zajęcia praktyczne licząc, że z bajkopisarza wyjdzie kulinarne zwierze i zaryczy. Nie wyszło w każdym razie nie kulinarne.

Grupa szkoląca się, zwana przez pracowników hotelu pieszczotliwie „Goworkami” aktywnie uczestniczyła w łataniu braków kadrowych hotelu: przygotowanie i wydawanie posiłków dla gości hotelowych.

Jak odpisano mi w odpowiedzi na reklamację: „Oprócz zajęć podstawowych każdy kursant miał możliwość ponad programowego uczestniczenia w życiu restauracji”.

Fajnie, super, wow!  Gdyby nie jeden mały szczegół.  Owo oprócz zajęć podstawowych … Program kursu nie był realizowany. Obróbka wstępna i krojenie warzyw? Yhy …Pan kucharz pokazał jedną technikę krojenia: julienne. A gdzie pozostałe: brunoise , jardinière, macédoine, bátonnet, paysanne … Ano jak ktoś dociekliwy musi sobie sam doczytać, poszukać, bo na pewno nie na kursie I i II stopnia, w którym miałam nieprzyjemność uczestniczyć. Generalnie można by było wszystko obejrzeć na yt, po co kurs… A no tak , żeby od naiwnych wyciągnąć pieniądze.

Idźmy dalej: podstawowe wywary, sosy, desery, zupy kremowe itp. itd. Program kursu opisany na stronie naprawdę imponujący! Ja się dałam nabrać ;(

Niestety w rzeczywistości praca w hotelowej kuchni, udział w dodatkowo płatnym kursie sushi (oczywiście w ramach czasowych przeznaczonych na opłacony już kurs)  i pospieszne wykonywanie przepisów, które potem imponująco wyglądały wpisane w materiał gromadzony przez Pana kucharza. Co więcej, niesmak, rozczarowanie i reklamacja, która została rozpatrzona negatywnie- umycie rąk bez cienia klasy, próby podjęcia dialogu czy choćby małego gestu w kierunku klienta, rabatu  na kolejne szkolenie. Wiadomo, że bym nie skorzystała ale takie minimalne minimum.  Mam się cieszyć, że mi nie napisali pocałuj nas w dupę. Właściwie jakby odpowiedź z GoWork  podsumować jednym zdaniem to to ostatnie padło :(

W trakcie kursu miał trwać konkurs TOP Konkurs? Elegancko opisany na stronie WWW. zachęcił mnie:  Może wygram  i pójdę na kurs mistrzowski. Cieszył się głuptasek.

Ale jaki konkurs? Nie było żadnego konkursu. Konkurencje, rywalizacja, zadani, zasady… Pan kucharz powiedział jedynie, że jest konkurs i na koniec grupa w tajnym głosowaniu wybierze Zwycięzcę. Grupa wybrała, Zwycięzca się Panu nie spodobał, więc nagrodę dostał ktoś inny. W odpowiedzi na reklamację napisano:

GW

Pusty śmiech…

Ale żeby nie było, że jestem niesprawiedliwa, stronnicza a pytania są tendencyjne. Kilka ważnych nauk z kursu wyniosłam:

1)      sanepid, HCCP ? w niektóre miejsca chyba  nie zagladają

2)      nie tak łatwo jest zatruć ludzi,

3)  gotowe pyzy dziadka są smaczne,

4) jak zrobić do deserów około 350 gałek lodów,

5) jak masowo nalewać zupę i obsługiwać firmowego grilla (pierwszy raz jako obsługa nie jako gość- uczestnik imprezy szkoleniowo-integracyjnej),

6) jak przygotować krem czekoladowy z torebki,

7) jak zatruć się zupą krewetkową z szyjkami rakowymi,

8) jak smakuje przesolony sos carbonara oraz szary sos z owoców morza z rozgotowanym makaronem,

9) jak luzować kurczaka na galantynę (rozebraliśmy 5 skrzynek kurczaków)

10) jak się nie wywalić na mokrej, brudnej podłodze,

11) można pić w pracy alkohol i nic za to nie grozi,

12) można pracować za głodową stawkę 3 pln/h

13) mydło i mycie rąk w kuchni są zbędne,

14) kucharze traktują kelnerów jak ludzi drugiej kategorii a kelnerzy nie cierpią kucharzy, czasami nawet jeden drugiemu gębę obije,

15) kiełki na wszystkim i do wszystkiego!  kiełki rules :)

oraz

15) uwaga, uwaga, będzie  HIT!

- lepsze są mule mrożone niż świeże,

-nie trzeba muli oczyszczać przed przygotowaniem potrawy,

-czosnek psuje smak muli,

- mule zasysa się bezpośrednio z muszli: najpierw odłamaną górną muszlą odcina się miejsce przymocowania mula do muszelki a potem wsysa się mulowe mięsko prosto z muszli do buzi.  Tak się je ostrygi? Ależ skąd ten szalony pomysł? :P

- wodę z cytryną podawaną do umycia rąk po spożyciu muli nie tylko można ale wręcz należałoby wypić ponieważ zawiera wiele esencji smakowych.

Człowiek uczy się przez całe życie ;)

I jeszcze jedno chyba najważniejsze! Przypomniałam sobie stare, dobre powiedzenie: na płocie było napisane dupa facet pogłaskał i weszła mu drzazga… Ja przeczytałam o kursie GoWork i … weszła mi drzazga ;)

A wszystko to za jedyne 3300 pln…

Jeśli chcesz za swoje własne pieniądze popracować w brudnej kuchni albo zdobyć jedną z 15 wymienionych przeze mnie sprawności, polecam Kurs kucharski I i II stopnia z wyżywieniem i zakwaterowaniem w hotelu Delicjusz!

 

PS.

Zakwaterowanie jest w hotelu, ale nie zawsze, bo jak zabraknie miejsce dla Gości hotelowych (uczestnik kursu nie jest traktowany jak gość) to wykopują uczestników do „malowniczego”, pobliskiego ośrodka wypoczynkowego , w którego pokojach unosi się słodki zapach stęchlizny.

Wyżywienie: na śniadanie wyliczone porcje jak na wczasach FWP. Obiadokolacje tylko w pierwszym tygodniu, w drugim nie są serwowane i lepiej tego nie jeść…

Masochistom i kulinarnym rozwielitkom polecam :) Będziecie zadowoleni :)

Inteligentni,  z wiedzę i pasją do gotowania- nawet się do strony GoWork i  kursu kucharskiego nie zbliżajcie!

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii kuchnia, różne takie

 

Chłopy są jakieś inne. Czarne stopy.

05 maj

Pamiętam książkę: Czarne stopy.  Roczniki 70+ na pewno kojarzy, bo to była lektura szkolna. Fajna ale nie o tym będzie mowa.

Tym razem znów o facetach a natchnęła mnie kolejna wizyta na basenie. Chyba przestanę tam chodzić :)

Rzecz będzie o męskich stopach.

Kobitki o stopy dbają. Mamy sterty różnych skrobaczek, urządzeń i kremów. Szczególnie gdy przychodzi lato oraz czas aby stópkę wcisnąć w sandałek i pokazać światu, zaczyna się feria barw i wzorów na paznokciach. Nie u wszystkich Pań to prawda. Niektóre zakładają sandałki jakby zupełnie nie zwracając uwagi na brak pielęgnacji nóg poza obciachaniem pazurów cążkami na kwadratowo. Widok ten na szczęście nie jest przeważający.

stopy

A panowie?

Hmm… Czasami myślę, że ta biała skarpeta w sandale to wcale nie taki głupi pomysł!  Jeśli przeciwstawić ją krogulczym paznokciom.

modowe wpadki

I to wcale nie u niezbadanych gości. Kiedyś kolega, mega przystojniak, wyczesany i ubrany… skręcił nogę. Szybka akcja z przykładaniem lodu i zdejmowaniem skarpet. To co wylazło ze skarpety nijak się miało do całej wymuskanej reszty.  Stopowy potwór!  Być może jakiś  kuzyn skarpetkowego potwora, który zjada zawsze jedną skarpetkę z pary. Stopy wyglądał strasznie: żółte, grube piety i czarno-żółte, długie paznokcie. O kłębkach czegoś pomiędzy palcami wolę nie pamiętać ;(

zaniedbane-stopy-66132858

Jak się okazało nie tylko ja zwróciłam na to uwagę. Temat został poruszony w damskim gronie. Padło pytanie: jak jego skąd inąd śliczna żona wpuszcza go z tym czymś do łóżka?! Biedni ludzie w Indiach, chodzący na boso mają takie stopy. Ale cywilizowany, wydawałoby się zadbany mężczyzna? Niesmak pozostał…

pięty

Pora klapkowo-sandałkowa tak jak i u pań obnaża ten chyba przez Panów traktowany mocno po macoszemu temat-higiena stóp. Między innymi z tego powodu nie skorzystałam nigdy w Tajlandii czy innym kraju azjatyckim z fish Spa. BTW jak kiedyś będziecie mieć okazję zwróćcie uwagę na takie akwarium gdy będą z niego korzystać obie płci. Rybek przy stopach osobnika męskiego będzie zdecydowanie więcej niż przy stopach przedstawicielki płci pięknej :)  dlaczego? No właśnie dlatego, że Panowie o stopy nie dbają. Czyżby ich pielęgnacja ciała kończyła się na kolanach? Jeśli do stopy ciężko sięgnąć samemu z powodu np. przerośniętego mięśnia piwnego,  można skorzystać z pomocy specjalisty.

male pedicure

 

Ale ale żeby nie było. Nie wszyscy faceci to wg mnie zarośnięci goryle z zaniedbanymi stopami. Znam wielu  mężczyzn z pięknie wypielęgnowanymi dłońmi i stopami właśnie, aż miło popatrzeć.

male pedicure

I takich miłych widoków życzę sobie i innym. W sezonie sandałkowo-klapkowym, na basenie i na co dzień  :) Świat można uczynić piękniejszym zaczynając od własnych stóp :)

mens-beauty-happy-feet

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii różne takie

 

A Wy pomalowaliście już jajka?

02 kwi

jajka

:)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii różne takie

 

Piątek czas wyhamować. Piekło w kuchni.

20 mar

Cała Polska gotuje! Programy i blogi kulinarne rosną jak grzyby po deszczu. Co drugi polak jest pasjonatem kuchni i umie gotować…

Popyt wywołuje podaż,  więc powstają kolejne sezony produkcji telewizyjnych o gotowaniu.  Niestety  ilość nie idzie w parze z jakością :(  ”Nowa” edycja piekła w kuchni niewiele ma już wspólnego z gotowaniem. Awantury, bluzgi i totalna żenua. Wśród uczestników „bohaterowie” znani już z innych stacji. Pasja gotowania czy parcie na szkło? Tylko patrzeć jak w kuchni pojawi się panna z różowym jednorożcem! To by dopiero pobudziło hejterów . Na razie dostali na pożarcie kulinarne rozwielitki, kluskę śląską i wołowego penisa.  Szarpią i krzyczą! I o to chyba chodzi. Społeczeństwo nucące ona tańczy dla mnie, nie potrzebuje ambitnych programów. Chamstwo, bzykanie na ekranie, kłótnie, intrygi to jest to co daje oglądalność…  Hmmm. Na szczęście telewizor można po prostu wyłączyć lub nie włączać go wcale :)

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii kuchnia, różne takie

 

Piątek czas wyhamować. Odmóżdżacz

06 mar

Szykując się do wyjścia włączyłam TV na jedną ze stacji. Program, który leciał zaskoczył mnie treścią. Kłamstwa, pobicia na zlecenie, wykorzystywanie. Serial kryminalny? No nie.  Zainteresowałam się repertuarem przedpołudniowym. TV śniadaniowa a potem seria odmóżdżaczy o treści, która woła o pomstę. Oglądając kolejno: szmelc, szmira, czy inną prawdę można szare komórki „zabić na śmierć”.  Czy tego oczekuje społeczeństwo? Czy naprawdę ktoś to ogląda?

Wobec rocznych okresów wychowawczych, czy nie można by było zrobić programów, które pomogą mamą nie uwstecznić się w trakcie przerwy w karierze. Czy audycje rozwijające dla bezrobotnych i szukających swojej drogi zawodowej nie miałyby oczekiwanej oglądalności?  Czy  to zbyt ambitny temat, zbyt duże wyzwanie dla producentów?

Masakra!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii różne takie

 

Chłopy są jakieś inne. Ślub nie, dziecko tak.

27 lut

Ostatnio obserwuję dziwne zjawisko wśród osobników rodzaju męskiego. Strach przed zawarciem związku małżeńskiego (to nie nowość)  przy jednoczesnym braku przeciwwskazań do posiadania wspólnego potomstwa bez owego ślubu.

Zaręczyny nie, ślub nie ale zrobię jej dzieciaka. Jak usłyszałam – zbaraniałam. Albo: To nie moja żona ja mam z nią tylko dziecko. Tylko? Heloł?! Azż! AŻ masz dziecko.

Dlaczego zjawisko jest dla mnie dziwne jeśli sama mam podejście, że ślub nie jest mi do niczego potrzebny? Ano wydaje mi się , że dziecko wiążę dwie osoby bardziej niż jakikolwiek ślub: kościelny, cywilny, konkordatowy czy jak go zwał.   Rozwód można wziąć i nigdy więcej nie widzieć/słyszeć byłej żony ale jeśli jest dziecko, coś (ktoś) łączącego  pozostaje. I zawsze znajdzie się jakiś powód, temat do omówienia: urodziny, komunia, święta itp. Jeśli relacje są poprawne to obejdzie się bez niepotrzebnych zgrzytów. Jeśli nie, krew się leje przy każdej okazji…

Dlaczego zatem panowie bronią się przed ślubem jednoczenie związując się znacznie bardziej?  (mam na myśli wyłącznie podejmowanie świadomego działania nie wpadki)

Może to kwestia owego podziału na  ja i ON w sensie nazywania NIM własnego  narządu męskiego?

Że za ślub jestem odpowiedzialny JA a za dziecko ON mały generał czy jak go tam kto nazywa? Oj przepraszam na pewno nie mały ;) tak to nikt GO nie nazywa :)

Ale nie odbiegajmy od tematu. Wróć komenda!

Może instynkt przedłużenia gatunku jest u facetów po prostu silniejszy od strachu czy instynktu do życia w stadzie?  A może doszukuję się niepotrzebnie drugiego dna, może to wyłącznie kwestia tego samego co u mnie- nigdy nie marzyłam o ślubie i białej sukni a moim celem życiowym nigdy nie było bycie żoną. Że żaden facet nie śni o białej sukni i długim welonie  nawet jestem w stanie zrozumieć. To całkiem zdrowo  :)

PS. Właśnie  wyobraziłam sobie facetów w sukniach ślubnych. Urocze   :)

facet w sukiencefoto: google.com

 

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii różne takie

 

Nowy wpis z kategorii podróże.

22 lut

Już jest Filipiny cz. 2 Piękne miejsce 
http://kierunek-smaki.blog.pl/podroze-filipiny-cz-2-piekne-miejsce/

tarasy2

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii podróże

 

Filipiny cz1.

19 lut

Naszło mnie na wspomnienia z Filipin. Taka tęsknota za Azją :(

Cz 1. już jest  
http://kierunek-smaki.blog.pl/podroze-filipiny-cz1/

Sampa4

 
1 komentarz

Napisane w kategorii podróże

 

Piątek 13-go.

13 lut

Cholera, pech, masakra,  bo to przecież  piątek 13-go.  Wszystko  co się  złego wydarzy to wina daty i dnia. A mi piątek 13-go  kojarzy wyłącznie z horrorem z lat 80. Ależ to był straszny film! Pamiętam jak blada ze strachu oglądałam z zapartym tchem i zamykałam z przerażenia oczy. Wszyscy oglądaliśmy, bo to były czasy wideoodtwarzaczy i zbiorowego oglądania filmów. Kto miał tv kolor i wideo ten był gość! :)

Dzisiejsza data to idealny powód, żeby po latach (wielu) obejrzeć Friday the 13 th raz jeszcze. Ciekawe czy będę się bała jak kiedyś? :)

Friday_The_13th_Blu_ray_Box_Art_6_11_13

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii film